Karmienie piersią moja historia
Cykl o karmieniu piersią,  Laktacja

Moja historia karmienia piersią

Jestem dietetyczką i wiem, że karmienie piersią to jedna z lepszych rzeczy jakie można dać swojemu dziecku. Mimo to zanim urodziła się moja córeczka planowałam, że będę karmić maksymalnie pół roku zgodnie z wytycznymi mówiącymi o tym, iż jest to czas wyłącznego karmienia dziecka mlekiem. Nie rozumiałam, że dla niektórych jest to najpiękniejsze doświadczenie, widziałam jedynie aspekty zdrowotne. Moje podejście było też takie, że postaram się karmić piersią, ale jeśli się nie uda to nie będzie to większy problem. Nie przygotowywałam się do tego jakoś specjalnie, dostałam w prezencie laktator, kupiłam lanolinę, coś tam przeczytałam ze dwa razy, na szkole rodzenia położna pokazywała pozycje karmienia, tyle.

Początki – moja historia karmienia piersią

Po porodzie malutka została przystawiona do piersi, wydawało mi się, że ładnie załapała, nawet pomyślałam „co w tym trudnego” (ojj jak się wtedy myliłam). Niestety kilka godzin później okazało się, że mój stan nie jest najlepszy, wymagałam toczenia krwi i przez dłuższy czas nie byłam w stanie się ruszyć, dlatego gdy zapytano mnie czy zgadzam się na nakarmienie córki mlekiem modyfikowanym, zgodziłam się bez wahania. Bałam się, że malutka będzie głodna nim ja dojdę do siebie na tyle żeby móc ją nakarmić.

Następnego dnia zaczęliśmy próby karmienia, wydawało się że jakoś dajemy radę, potem jednak okazało się że wcale nie. Niektóre położne mówiły, że malutka je ładnie, inne że coś trzeba poprawić, ale ogólnie byłyśmy pozostawione same sobie i mojemu mężowi który dzielnie pomagał. Mała miała żółtaczkę, nasz pobyt w szpitalu się przeciągał, pojawiły się zastoje, piersi miałam całe poranione, Sara wybudzała się co pół godziny z płaczem… Były pielęgniarki, które wtedy ochoczo ją dokarmiały, już nawet bez pytania, żeby tak nie płakała, a kiedy protestowałam, usłyszałam, że jak to nie zgadzam się na dokarmianie, skoro dziecko spadło na wadze prawie 10%.

Wtedy wkroczył mój mąż, który zaczął chodzić do pań pielęgniarek odpowiedzialnych za naszą salę z pytaniami i wtedy dopiero uzyskałam pomoc. Zajęła się nami pani oddziałowa z oddziału noworodkowego, odwiedził nas także Certyfikowany Doradca Laktacyjny (CDL). Również nie zabrakło „przemiłych pań”, które pytały „Czy ciągle będziemy tak przychodzić i pytać”. Mimo wszystko uważam, że gdyby nie żółtaczka i przedłużony pobyt w szpitalu nie karmiłabym piersią, nie dałabym rady sama tego ogarnąć.

Powrót do domu

Tak naprawdę to był dopiero początek. Po powrocie do domu karmienie piersią było dla mnie chyba najtrudniejszą rzeczą w połogu. Nie wiedziałam czy mała dobrze przybiera, kupiliśmy wagę niemowlęcą i ważyliśmy Sarę co 2-3 dni (nie polecam tak często, dużo nerwów). Miałam poczucie, że muszę być non stop dla swojego dziecka, że jestem niejako uwiązana i że nie mogę oddalić się z domu. Zastanawiałam się:  „a co jak nie dam rady, będę złą mamą, która nie potrafi wykarmić swojego dziecka?”. Mąż chcąc mnie wspierać mówił „Możemy przejść na butelkę”, ale ja odbierałam to jako brak wiary we mnie i jeszcze bardziej się denerwowałam. Myślę, że dużą rolę odegrały tu też hormony.

Przez jakiś czas udawało nam się to wszystko ogarnąć, ale znowu pojawiły się problemy– mała z płaczem odrywała się od jedzenia, robiła to dość gwałtownie więc karmienie znowu bolało. Był moment, że byłam w stanie nakarmić ją tylko na leżąco- tutaj na szczęście poratowała nas wizyta u cudownej CDL Eweliny Maciejewskiej

Karmienie piersią, jak się przygotować? Wskazówki CDL pod linkiem znajdziecie tekst Eweliny o przygotowaniu do karmienia piersią.

Uspokoiła nas mówiąc, że wszystko wygląda dobrze. Powodem frustracji mojej córeczki był prawdopodobnie szybki wypływ mleka, z którym mała nie mogła sobie poradzić. Pomogła zmiana pozycji i chyba też malutka nauczyła się tego, jak sobie radzić w takiej sytuacji.

Moja historia karmienia piersią – 6 miesięcy czy więcej?

Nadszedł czas, że karmienie nie było już sytuacją stresującą, dawałyśmy radę, dotrwałyśmy do tego 6 miesiąca i wtedy nie czułam już potrzeby odstawiania. Chociaż na początku ta myśl była bardzo budująca, już karmimy się miesiąc- jeszcze 5 jakoś dam radę, takie odliczanie w trudnych momentach dużo mi psychicznie dawało.

Kolejną ciężką sytuacją były wyżynające się zęby – nie te pierwsze. Najpierw ok. 6 miesiąca pojawiły dwie dolne jedynki. Zdarzyło się wówczas, że Sara mnie ugryzła, ale były to pojedyncze sytuacje- wiadomo bolało, ale szybko się uspokoiło. Za to wyjście górnych jedynek- to była ciężka przeprawa. Dziąsełka tak jej dokuczały, że byłam gryziona co karmienie. Przez to też poważnie już rozważałam przejście na butelkę, ale i to jakoś przetrwałyśmy.

Do tego wszystkiego miałam tendencję do zatykania się kanalików mlecznych i zastojów tym spowodowanych, co jest dość nieprzyjemne i bolesne. Nie pomogła polecana lecytyna. Nauczyłam się jak sobie z tym radzić, ale to kolejna trudność, która dotykała mnie dość często.

Dobre rady

Co jeszcze było ciężkie w tym wszystkim? Słuchanie otoczenia- wiele osób musiało wiedzieć jak karmię. Ciągle pojawiały się pytania w stylu: „już zjadła?”. Bardzo denerwowało mnie sprowadzanie wszystkiego do kwestii mleka – „Płacze, na pewno jest głodna, idź ją nakarm”, „Niech zasypia przy piersi, to najlepszy sposób”, „Dziecko nie powinno zasypiać przy piersi”, „Jak to, jesz wszystko, przecież karmisz?”, „Daj jej pić wody”. Mogłabym tak długo wymieniać. Nie wspomnę już o karmieniu w szpitalu i braku intymności, kiedy to każdy wpadał na salę-  personel, odwiedzjący…

Teraz Sara ma prawie 11 miesięcy i mimo wszystkich przeciwności nadal się karmimy. Często myślę, że już niedługo, ale jakoś odwlekam odstawianie. Dla mnie jest to wygodne, przyzwyczajenie też jest spore więc myślę, że odstawienie też nie będzie łatwym procesem…

Ile ostatecznie trwała nasza mleczna przygoda?

Zanim zdążyłam opublikować ten tekst minęło sporo czasu, chyba czekałam aż faktycznie zakończymy naszą mleczną przygodę. Od około miesiąca to już za nami. Ostatecznie karmienie trwało niecałe 17 miesięcy. Czy odstawienie było trudne? W sumie nie było tak ciężko jak myślałam, ale napiszę o tym osobny wpis.

Podsumowując, karmienie piersią nie było dla mnie najpiękniejszym doświadczeniem życiowym, ale też nie jest czymś z czym teraz wiążą się negatywne emocje. Cieszę się, że ostatecznie karmienie nam się udało, bo to nie jest takie oczywiste jak mogłoby się wydawać. Czy jeśli będę miała drugie dziecko będę chciała karmić piersią? Teraz myślę, że będę chciała spróbować, chociaż na początku mojej rodzicielskiej drogi uważałam, że nigdy tego nie powtórzę.

Tutaj przeczytacie historie innych mam:

Cykl o karmieniu piersią

Cześć! Jestem Patrycja, jestem dietetykiem i mamą. Pomagam oswoić dietetyczną rzeczywistość po pojawieniu się dziecka, pokazuję jak jeść zdrowo i smacznie z dzieckiem pod pachą, nie spędzając przy tym długich godzin w kuchni. Obalam mity związane z dietą mamy karmiącej. Zajmuję się też dietą przyszłych mam oraz kobiet w ciąży.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.