Rozszerzanie diety po roku czasu BLW
Dzieci,  Rozszerzanie diety

Rozszerzanie diety po roku

Właśnie minął rok odkąd Sara poznała smaki inne niż mleko. Chciałabym Wam opowiedzieć jak wygląda u nas rozszerzanie diety po roku. Czy produkty, które były hitami nadal są lubiane? Czy produkty z którymi były jakieś trudności na początku, teraz sprawiają jakiś problem? Jak oceniam BLW z perspektywy roku czasu? Czy nadal jest bałagan?

O naszych początkach z BLW pisałam TUTAJ

Teraz od tego czasu minął już rok. Niesamowite jest to jak ten czas leci. Jak to mówią, po dzieciach najbardziej widać upływ czasu. A jak teraz wygląda u nas jedzenie?

Rozszerzanie diety po roku – rozkład naszych posiłków

Nasza, już nie taka mała, dziewczynka je z reguły pięć posiłków dziennie. Czasami jeden posiłek wypadnie, ale to zazwyczaj wtedy gdy albo wstanie później niż zwykle, albo gdy zrobi turbo długą drzemkę.

Zdarza się, że dzień zaczynamy od mleka , od momentu odstawienia karmienia piersią, rano czasami wpada ok 200 ml mleka krowiego. Dziecko po roku nie powinno spożywać więcej niż 500g nabiału, także po porannej porcji mleka, zostaje nam ok 300g na jogurty, twarożki itp. Jako że nasza pierworodna bardzo lubi nabiał, rzadko kiedy nie dobijamy do tej ilości. Czasami zdarzy się nam ją przekroczyć, gdy wieczorem mleko też jest must have, jednak są to raczej sporadyczne sytuacje.

Śniadania i kolacje wyglądają u nas podobnie. Jadamy najczęściej owsianki, musli z jogurtem  kanapki, twarożki, jajka w różnej formie, placuszki. Na kolację czasami pojawi się to co było na obiad.

Przed drzemką podaję drugie śniadanie. Zazwyczaj jest to kanapka, jogurt, orkisz ekspandowany, do tego obowiązkowo warzywa lub owoce. Ogólnie staram się aby pojawiały się one do każdego posiłku. Nawet jeśli na obiad jest jakiś sos z warzywami to staram się dołożyć jeszcze te świeże.

Później obiad, to totalnie rożnie, zupy, makarony, kasze, ryż, ziemniaki, ryby, mięso, warzywa, czasem obiad na słodko. Zazwyczaj obiad na dwa dni, zmieniam dodatki. Jednego dnia gulasz z kaszą i buraczkami, kolejnego z makaronem i ogórkiem. Jednego dnia leczo z chlebem, kolejnego z ryżem. Makaron ze szpinakiem, raz ze świeżymi pomidorami, kolejnego dnia z trio warzywnym. I tak w kółko. Zdarzają się oczywiście obiady jednodniowe, szczególnie te na słodko. Jednak kiedy mam obiad na dwa dni, mam duży komfort, że podczas drzemki mogę odpocząć albo ogarnąć coś innego niż obiad.

Rozszerzanie diety po roku a przekąski

Przekąska to zależy, jeśli jest duża przerwa między obiadem a kolacją to coś bardziej treściwego (kanapka, jogurt z orkiszem/amarantusem, kaszka manna). Jeśli przerwa jest krótsza to owoce, koktajl, czasem w upalny dzień domowe lody. Musy w tubce raczej rzadko, nigdy w domu, ewentualnie na wyjeździe, po basenie czy jak jesteśmy gdzieś w odwiedzinach. Chrupek kukurydzianych nie jemy, zdarzyło się że ktoś Sarę poczęstował, ale nie bardzo jej podpasowały. Ja w sumie nie widzę celu wprowadzania ich do diety, więc na razie nie jemy.

Kolacja, tak jak pisałam wyżej, kolacja jest u nas podobna do śniadania.

Jeśli chodzi o przekąski w ciągu dnia inne niż wymienione posiłki, pojawiają się raczej rzadko. Teraz w lecie trochę częściej, córka podjada truskawki, porzeczki i poziomki z krzaczka w ogrodzie. Poza tym czasami podczas zakupów musi wejść buła, jeśli wiem że minęło już sporo czasu od posiłku to się zgadzam i wybieram wtedy zazwyczaj grahamkę.

Sól, cukier

Do roku życia nie powinno wprowadzać się do diety niemowlaka soli i cukru. Według mnie im później wprowadzimy te składniki, tym lepiej. Córka słodki smak zna z owoców, suszonych owoców czy z musu owocowego. Mimo że ma półtora roku nie podaję jej nic słodzonego miodem czy cukrem, ani żadnych słodyczy. Nie wiem jak długo mi się to uda, na razie nie zna takich smaków i się ich nie domaga. Jeśli chodzi o ciasto to jadła jedynie kawałek kilka razy ciasto bez cukru (słodzone bananami, daktylami), raz z okazji swojego roczku, raz na imieniny, na święta i u znajomych.

Jeśli chodzi o sól, w diecie pojawiają się słone produkty typu: ser żółty, ser typu feta, suszone pomidory itp. Jednak dań, które gotujemy raczej nie solimy. Jeśli jest taka konieczność dosalamy sobie na talerzu.

Rozszerzanie diety po roku a umiejętności

Jeśli chodzi o umiejętności związane z jedzeniem, podczas tego roku, Sara zrobiła ogromny progres. Umie pić sama z otwartego kubka, z takiego z uchwytami i z takiego bez uchwytów. Czasem coś rozleje niechcący, czasem specjalnie, przecież trzeba sprawdzić jak to jest przelać wodę z kubeczka do miseczki itp.

 Umie jeść łyżeczką (owsiankę, jogurt). W zależności od konsystencji, trochę jej nadal spada. Po jogurcie jest więcej sprzątania niż po gęstej owsiance, po której czasem sprzątać nie trzeba.

Od nie dawna córka umie też jeść głęboką łyżką np. zupę bez większego rozlewania. Widelcem umie sobie coś nabić i trafić do buzi. Nożem bardziej porozgniata niż coś pokroi – tym bardziej, że jest to nóż dla maluchów, raczej nieostry.

Czy zawsze Sara używa sztućców? NIE. Czasem część posiłku zje sztućcami, część rączką. Czasem prosi żeby jej nałożyć i potem przejmuje sztućce, rozwalając co nieco, nim trafi do buzi. A czasami sztućce wylądują na ziemi i radzi sobie rączkami.

Rozszerzanie diety po roku czasu, BLW
Tak wyglądały nasze pierwsze posiłki

Rozszerzanie diety po roku a bałagan

Jest dużo mniejszy niż na początku. Czasem sprzątania prawie nie ma, a czasami wyląduje na podłodze całkiem sporo. Wszystko zależy od konsystencji posiłku, tego czy danie jest lubiane, czy jest bardzo głodna, czy bardziej ma ochotę na zabawę.

Jak radzimy sobie na wyjazdach?

Staramy się wynająć mieszkanie z aneksem kuchennym. Wtedy nie ma problemu, przygotowujemy szybkie dania, sami jemy podobnie, czasem coś zamówimy.

Jeśli jesteśmy w hotelu i jest tam czajnik oraz lodówka to wszystkie posiłki, poza obiadem, dajemy radę przygotować samodzielnie. Czasami w hotelu jest śniadanie w formie bufetu, więc wtedy nie ma problemu żeby wybrać coś dla malucha. Podobnie z obiadem. Jeśli nie ma takiej możliwości i zamawiamy obiad z karty, staramy się wybrać coś w miarę prostego. Zdarzyło się np. że poprosiliśmy o przygotowanie nugetsów bez panierki i nie było z tym problemu.

Mam też wrażenie, że im dziecko starsze, tym łatwiej o jedzenie na wyjeździe.

Czy wszystkie produkty są akceptowane?

Nie. Tak jak my, dorośli, nie lubimy wszystkiego, tak nie powinniśmy oczekiwać tego od dziecka. Preferencje smakowe mogą się zmieniać, jednak powinniśmy dać dziecku na to czas i możliwości. Nawet jeśli widzimy, że dany produkt czy danie córce nie smakuje, podajemy je raz na jakiś czas w towarzystwie produktów, które lubi. Czy przynosi to efekty? Raczej tak. Ostatnio np. Sara zaczęła jeść ogórka zielonego, którego wcześniej nawet nie brała do rączki. Są też produkty, za którymi nadal nie przepada np. gotowane jajko. Mimo to nadal je proponujemy. Zgodnie z badaniami potrzeba wielokrotnej ekspozycji na dany produkt, aby dziecko go zaakceptowało.

Na początku rozszerzania diety Sara chętnie jadła cukinię i brokuły, teraz raczej średnio. Czasem spróbuje, ale jedzeniem bym tego nie nazwała. Pomidory kiedyś wchodziły na kilogramy, teraz zje, ale już bez takiego entuzjazmu. Ważne żeby zapewnić dziecku różnorodność i nie zniechęcać się gdy czegoś nie spróbuje.

Nie przemycamy warzyw i owoców. Jeśli jest koktajl lub zupa krem, mówimy Sarze co jest w środku.

Metoda rozszerzania diety

Od początku rozszerzaliśmy dietę metodą blw. Czasem zdarzyło się, że córeczkę karmiliśmy, gdy pokazywała że tego potrzebuje i oczekuje. Uważam, że BLW był to strzał w dziesiątkę, w czasie gdy mała je, sami możemy zjeść ciepły posiłek. Tak jest od początku rozszerzania diety. Wcześniej bywały dni gdzie ciężko było wygospodarować czas na zjedzenie czegoś, bo nie zawsze w momencie posiłku, malutką dało się odłożyć. Często jedliśmy na zmianę, a gdy byłam sama to wyczekiwałam momentów drzemki.

Nie kontrolowaliśmy ile Sara zjadała. Na początku wiedziałam, że do końca roku podstawą nadal jest mleko. Prawie do końca 17 miesiąca Sara nadal była karmiona piersią. Później widziałam, że to co zjada jej wystarczy.

Sara raczej lubi jeść. Zdarzają się posiłki, że posadzimy ją w foteliku i odmówi jedzenia. Wtedy po prostu ją wyciągamy. Nie namawiamy, nie wmuszamy, szanujemy to że w danym momencie jeść nie chce. Jeśli widzę, że nie długo potem jest głodna, to proponuję wcześniej podwieczorek, bardziej treściwy.

Czy bałam się wcześniej rozszerzania diety?

Samego rozszerzania raczej nie, obawiałam się głównie o zakrztuszenia, zadławienia. Przez ten cały rok zdarzyło się może raz, że wyciągnęłam dziecko z fotelika gdy się zakrztusiło. I to było dość nie dawno, a zakrztusiła się… wodą. W zasadzie interwencja nie była potrzebna, bo nim zdążyłam ją wyciągnąć, sytuacja była już opanowana. Przed rozpoczęciem rozszerzania diety oglądałam filmiku z pierwszej pomocy, w szkole rodzenia też były warsztaty z pierwszej pomocy. Myślę że warto się doszkolić z tego zakresu, niezależnie czy rozszerzamy dietę łyżeczką czy metodą blw.

Podsumowując, rozszerzanie diety po roku czasu, to nadal nauka smaków, obcowania z jedzeniem, posługiwania się sztućcami, radzenia sobie z różnymi konsystencjami. Nie jest tak, że w momencie gdy dziecko kończy rok to je to co dorosły i tak sprawnie jak on. Tak jak z innymi umiejętnościami, potrzeba czasu aby dziecko je opanowało. Czekamy cierpliwie aż nauczy się chodzić, biegać czy mówić. Tak samo bądźmy cierpliwi kiedy dziecko buduje swoją relację z jedzeniem.

Cześć! Jestem Patrycja, jestem dietetykiem i mamą. Pomagam oswoić dietetyczną rzeczywistość po pojawieniu się dziecka, pokazuję jak jeść zdrowo i smacznie z dzieckiem pod pachą, nie spędzając przy tym długich godzin w kuchni. Obalam mity związane z dietą mamy karmiącej. Zajmuję się też dietą przyszłych mam oraz kobiet w ciąży.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.